Życie pod psem

Okładka książki pod tytułem "Życie pod psem" autorki Dominika Mucha to - uczłowieczanie zwierząt i jego szkodliwość

Uczłowieczanie w pigułce – Życie pod psem

Przeraża mnie uczłowieczanie zwierząt oraz podporządkowywanie każdego aspektu życia psom. W szczególności zmuszanie innych członków społeczeństwa do takiego samego spojrzenia na te zwierzęta oraz bezstresowe traktowanie ich. I co za tym idzie – niewychowywanie ich w szacunku do innych istot wokół nas. Moja książka Życie pod psem odpowiada na pytanie, dokąd zmierzamy, uczłowieczając zwierzęta. I z tego powodu nie kieruję jej do pseudo-miłośników.

Życie pod psem jest zbiorem obserwacji zachowań i wypadków czworonogów, które przebywały pod moją opieką bądź brały udział w kursie Dobre Wychowanie w latach 2016 – 2026. To dziesięć lat praktyki w skondensowanej formie. Tyle lat minęło od otwarcia hotelu dla psów Dolina Zwierząt na Pomorzu i wprowadzenia do Polski nieznanej rasy – północny inuit. Zależało mi przede wszystkim na udowodnieniu, że nie potrzebujemy współczesnych komend, smaczkowania ani żadnych nowych pojęć w tłumaczeniu zachowań psiaków. Kieruję moją książkę do tych 68,2% właścicieli z krzywej Gaussa – zwykłych ludzi ze zwykłymi psami.

Nie znam się na tych 13,6% psiej społeczności o okrutnie trudnych charakterach czy zmaltretowanych przez człowieka adopciakach. Uważam, że uczłowieczanie i użalanie się nad nimi na pewno nie poprawi ich stanu emocjonalnego. Nie znam się też na pozostałych 13,6% – wybitnie uzdolnionych psach użytkowych, sportowych, wystawowych czy hodowlanych.

Życie pod psem jest przestrogą i wołaniem o pomoc w zmianie podejścia do zwierząt, bo dzieje się z nimi naprawdę źle. Nie dlatego, że są maltretowane czy wykorzystywane. One są za bardzo kochane. Przestają być psami, a próbują stać się ludźmi, żeby nas zadowolić. I naprawdę cierpią z tego powodu. Może za 50–100 lat to właśnie takim właścicielom będą interwencyjnie odbierane zwierzęta. Niestety większość z nich maltretuje je miłością, a nie okrucieństwem wobec nich.

Psuedo-miłośnicy a uczłowieczanie

Pseudo-miłośnik zwierząt to przede wszystkim człowiek, który je bambinizuje i propaguje uczłowieczanie. Duże dzikie zwierzęta nie mogą żyć w przestrzeni ludzkiej i powinny unikać skupisk ludzi za wszelką cenę. Nieprzeganianie ich i dokarmianie powodują coraz częstsze wypadki, pogryzienia, śmierć i przede wszystkim szkodliwy podział społeczny. Te udomowione z kolei muszą radzić sobie z wynalazkami naszego świata, pozostając przy tym zwierzętami. Nie powinny być wynoszone na piedestał jako istoty ważniejsze od człowieka i lepsze od nas. I to jest największy paradoks cierpienia zwierząt w Polsce. Ci, którzy najzacieklej walczą o ich prawa, nienawidząc drugiego człowieka, krzywdzą je najczęściej psychicznie.

Człowiek a zwierzę

Zwierzęta nie kochają, one się rozmnażają. Nie troszczą się, bo za wszelką cenę nie będą bronić przedstawicieli własnego gatunku. Zwierzęta nie analizują, one reagują. Nie planują, starają się przetrwać tak jak kieruje nimi instynkt z odrobiną szczęścia. One nie są mądre, uczą się przez skojarzenia. Nie są empatyczne, to hormony dyktują im zajmowanie się potomstwem. To człowiek jest kochający, czuły, analityczny, rozważny, inteligentny, empatyczny. Ale musimy się tacy stać. Rodzimy się zwierzętami, a ludźmi się stajemy. Rozróżniam rodzaj ludzki i człowieka. Dwa zupełnie różne gatunki, które wyglądają tak samo, ale zachowują się zupełnie inaczej. Niestety spora część społeczeństwa pozostaje zwierzętami do końca swoich dni. To my, ludzie, pomimo różnych poglądów powinniśmy skupić się przede wszystkim na relacjach ze sobą nawzajem i wspólnie dążyć do poprawy naszego bytu na ziemi.

Do końca naszych dni powinniśmy dążyć do bycia lepszą wersją siebie. Jednym z synonimów słowa okrutny jest nieludzki, czyli zwierzęcy. Polacy w szczególności popadają w fanatyzm zwierzęcy. A co za tym idzie nienawiść wobec drugiego człowieka – i nie zmierzają ku przepaści, oni już dawno w nią spadają. Uczłowieczanie zwierząt rośnie w siłę, ponieważ coraz więcej osób przestaje pracować nad utrzymaniem relacji z innymi ludźmi.

Myślę, że jestem za bardzo spóźniona, żeby cokolwiek zmienić. Mimo wszystko wierzę, że „musimy zaakceptować skończone rozczarowanie, ale nigdy nie tracić nieskończonej nadziei” (Martin Luther King, Jr.). Liczę na to, że dotrę ze swoim przekazem przynajmniej do części psiarzy, co pozwoli na poprawę stanu mentalnego nie tylko samych psiaków, ale też ich właścicieli. Możliwe, że uda mi się dotrzeć także do tej części społeczeństwa, która nie posiada żadnych zwierzaków.

Skrajni aktywiści a uczłowieczanie

Najciekawszym przykładem psuedo-miłośników psów w Polsce są skrajni aktywiści. Nie rozumiem kiedy i jak do tego doszło, że człowiek stał się zgniłym i złym do szpiku kości osobnikiem naszej planety. Tu oczywiście też można zastosować krzywą Gaussa – 68,2% społeczeństwa to szczęśliwi, spełnieni ludzie przeżywający swoje życie najlepiej, jak potrafią. Dla każdego człowieka z tej grupy szczęście oznacza zupełnie co innego – i tak powinno być. Pomagają innym, uwzględniają ich potrzeby, wspierają.

Pierwsze 13,6% to wybitnie uzdolnieni geniusze. Kolejne 13,6% to osoby, które patologicznie łamią wszelkie zasady społeczne i szkodzą innym istotom. Moim zdaniem skrajni aktywiści należą właśnie do tej ostatniej grupy. Ekstremizm nigdy nie jest odpowiedzią na żadne problemy społeczne. Fanatycy deklarują miłość do zwierząt, ale ich skrajne działania przynoszą cierpienie wszystkim ludziom, łącznie z tymiż fanatykami i zwierzętami.

Czy można kochać psa… za bardzo?

Jak można kochać zwierzę i nienawidzić drugiego człowieka? Twierdzić, że się kocha swojego kota i karmić go zbożem? Jak można mówić, że się kocha swojego psa, i izolować go od jego gatunku? Jak można tak uzależnić swojego psiaka od siebie, że kompletnie nie radzi sobie z życiem? Szerzyć wiedzę o emocjach psów i twierdzić, że czują one nasze stany emocjonalne, a potem nagradzać ich lęk i tłumaczyć im po ludzku, że wszystko będzie dobrze? Naprawdę uważasz, że pies rozumie jak mówisz w poczekalni u weterynarza: „Nie bój się, dzisiaj nie będzie zastrzyku”? Jak można nienawidzić odpowiedzialnych pasjonatów kynologii i nie zapewniać swojemu psu jego podstawowych potrzeb biologicznych i psychicznych? Ślepo wierzyć sektom prozwierzęcym, a jednocześnie odcinać się od reszty społeczeństwa i dowodów ich znęcania się nad zwierzętami? Jak można dbać o siebie w najmniejszym szczególe, a pupila doprowadzić do nadwagi?

Kolejną rzeczą, której nie rozumiem, a która często jest tłumaczona „miłością” do zwierząt, jest przygarnianie pod swój dach zbyt wielu stworzeń. Zbieractwo to ciężkie zaburzenie psychiczne. W mojej książce wyraźnie zaznaczam, że jedna osoba nie powinna zajmować się więcej niż dziesięcioma domowymi osobnikami nieważne jakiego gatunku (wykluczam tu zwierzęta gospodarskie). I taki właściciel nie może mieć żadnej innej pracy zarobkowej (w przypadku pracy zdalnej można przemyśleć zluzowanie tej zasady). Aktywiści też muszą się do tego stosować. Jedna osoba nie jest w stanie ani fizycznie, ani psychicznie zajmować się większą liczbą zwierząt bez uszczerbku na swoim zdrowiu. Nie bez powodu jest limit liczby małych dzieci, którymi może zajmować się jedna osoba w ośrodkach edukacyjnych czy sportowych.

Hodowle a pseudohodowle

Najbardziej przykre dla mnie jest szkalowanie hodowców psów w Polsce. Hodowla psów rasowych sama w sobie nie jest źródłem cierpienia zwierząt. Jednak psychopaci i socjopaci, jak w każdej grupie społecznej, znajdują się także wśród hodowców. Wielu z nich traktuje zwierzęta jak maszynki do rodzenia i źródło jak najwyższego zarobku. Pseudohodowle to również te miejsca, w których psiaki trzymane są w mieszkaniach. Każdy odpowiedzialny chów kynologiczny powinien być prowadzony w domu z ogrodem, żeby zapewnić odpowiednio stymulujący  rozwój każdego miotu. Ale uważanie, że psy z rodowodem FCI nie powinny istnieć, bo schroniska są pełne biednych istot czekających na adopcję, jest manipulacją i przemocą emocjonalną. „Nie kupuj, adoptuj” to hasło, które krzywdzi psiaki pochodzące od cudownych ludzi i pasjonatów kynologii.

Nasze media społecznościowe

Artykuły na moim blogu będą pojawiać się 23. dnia każdego miesiąca – ku czci Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich mającego miejsce co roku 23 kwietnia oraz moich urodzin przypadających na 23 marca. Blog tu na mojej stronie www będzie tylko początkiem artykułu, który w całości zostanie umieszczony na platformie Substack w rozszerzonej płatnej wersji.

Artykuły będą pośrednio połączone z nowym kanałem Animal Valley Poland na Patreon, do którego subskrypcji serdecznie zachęcam. Znajdą się tam video z poradami, pogrupowane tak jak rozdziały książki (potrzeby właściciela psa, biologiczne potrzeby psa, język ciała, psychiczne potrzeby psa, dobre wychowanie psa, fanatyzm kynologiczny) oraz dotyczące bycia liderem stada.

Reszta moich platform będzie zawierała płatne i bezpłatne praktyczne materiały video o tym, czego tak naprawdę potrzebuje pies. Będą to krótsze rolki w ramach tzw. cyklu (agresja, awersja, atawizm; biologiczne potrzeby psa; cats; dzieci psie; emocje; funny; grupy; humanizacja; idealny klient; ja na tinderku; konwersacje ze zwierzętami; lęk; łoter; mizianko; nos; obronne psy; psychiczne potrzeby psa; pRzyjazdy i odbioRy; slow mo; śpiochy; tarzanko; Uniwerek Zarządzania Psim Hotelem; szkolenie Vs. dobre wychowanie; weterynaria; zabawy we dwójkę i żarełko) na naszych kanałach na Facebooku, TikToku oraz YouTubie.

Na Instagramie będziecie mogli poczytać moje tezy i krótkie przemyślenia na temat zwierząt, a w szczególności psów. Relacje na wszystkich social mediach posłużą mi do pokazywania Wam mojego życia zza kulis. 13. dnia każdego miesiąca ku czci Międzynarodowego Dnia Wilka, który jest obchodzony 13 sierpnia zamieszczę materiały na Facebook oraz Instagramie konta Północny Inuit Polska.

Mam nadzieję, że wszyscy psiarze, a zresztą nie tylko oni – znajdą swój ulubiony rodzaj treści i każdy będzie mógł konsumować te, które najlepiej do niego trafiają.

Dominika Mucha, autorka Życie pod psem